Koleżanka ma całkiem niedawno, przez jakiś czas nie pracowała. Znacie ten typ, przez jakiś tydzień odsypia, potem pierze, sprząta, myje okna, gotuje gołąbki i pierogi, a po miesiącu zaczyna ją nosić. No to postanowiła nie dać się zamulić i codziennie do południa chodzić na siłownię. Mamy w naszej wsi taką siłownię, co to przeznaczona jest tylko dla kobiet i wyposażona w różne cudeńka i udogodnienia, mające sprawić, że niemal zaraz po wyjściu jesteśmy o dychę młodsze i dwie klasy ładniejsze. Chodzimy tam zwykle wieczorami i wraz z innymi ciężko pracującymi paniami, oddajemy diabłu ogarek w zamian za ułudę dbania o siebie.
No to koleżanka postanowiła codziennie rano, że niby jak już pójdzie do tej nowej pracy, to ona im wszystkim pokaże.
I tam, w tej wypasionej siłowni, w godzinach dopołudniowych poznała nową rasę. Bo to jest całkiem inny gatunek – tzw. kobieta przy mężu.
Ale nie taka zwykła, o co to to nie. Taka zwykła, to w godzinach dopołudniowych leci na targ po świeże warzywa i nastawia pomidorową, a w wolnych chwilach ogląda M jak miłość oraz Plebanię.
Te kobiety przy mężu, to osoby niezwykle wykwintne, można by rzec – luksusowe. Owszem, zajmują się domem i dziećmi, poprzez nadzorowanie pracy opiekunek i gospoś. I prawie nie mają czasu wolnego, tak dużo pracy kosztuje je dbanie o figurę modelki i twarz dwudziestolatki, nienaganną fryzurę, dłonie i stopy. I ten ciągły strach, że Pan Mąż znajdzie sobie młodszą, ładniejszą, zgrabniejszą i kobieta przy mężu straci swe prestiżowe stanowisko i stanie się Kobietą Porzuconą (co zapewne wcześniej czy później i tak nastąpi). Ich innogatunkowość polega głównie na byciu księżniczką, z jednym małym gifem, a mianowicie księżniczką przy mężu.
Tak sobie z tą moją koleżanką rozprawiamy i głęboko się zastanawiamy, co też sprawiło, że nam nie przypadła w życiu rola księżniczek. Przecież tak pięknie potrafiłybyśmy leżeć na szezlągu i pachnieć (przez jakiś miesiąc). Dlaczego potrafimy wbić gwoździa, a nawet wkręcić wkręta, pomalować sufit, ugotować gołąbki i jedną ręką wbijając, drugą wychowując dzieci, trzecią robiąc zakupy, czwartą robiąc karierę zawodową, znajdujemy piątą, która poczochra męża, którego na pewno, ale to na pewno nie stać na utrzymywanie prawowitego domu, a co dopiero luksusowej kochanki. Czy to była kwestia wyboru, czy życiowa konieczność. I jakby na to nie spojrzeć, wychodzi nam, że to po prostu inna rasa. I nie ma tu co żałować, ani z czego się cieszyć.
A w kwestii żałowania, to przypomniała mi się babcia mojej znajomej z pracy. Ta sędziwa Dama, niemal stuletnia, doszła do wniosku, że w jej wieku może już sobie pozwolić na wszystko i obojętnie czego nie powie, to już nie ma takiej opcji, żeby coś jej zepsuło reputację. Zachowując wyjątkowe poczucie humoru oraz bystrość umysłu, lubiła wspominać swe liczne przygody miłosne z burzliwej młodości, czyli gdzieś tak do około 60 roku życia.
Jednak jak twierdziła, jednego tylko żałuje, a mianowicie, że wtedy nie wiedziała, że TAKIE rzeczy można w łóżku robić!
Gdyby wiedziała, to by na pewno robiła, a tak, to pozostał jej żal, że nie wiedziała.
Jak mówi staropolskie przysłowie – lepiej zrobić i żałować, niż żałować, że się nie zrobiło.
Życząc Wam nieżałowania niczego, żegnam
Księżniczka Jędz@
Bo Twój mąż idzie z duchem czasu. Nie stać go na żywą kochankę, to może ma wirtualną… :P Się tak nie ciesz przedwcześnie…
Przez: charmee00 w sierpień 27, 2009
o 10:49
Kombinuj dalej, bo mój mąż to ma wstręt do internetu, więc wirtualną kochankę, to mogę mieć najwyżej ja. Tylko, że ja to taka mało romansowa jestem.
Chyba brakuje mi szóstej ręki.
Przez: Jędz@ w sierpień 27, 2009
o 11:39
Też mam wstręt do internetu, i co z tego? Zaręczam Ci, że to nie przeszkadza :P
Przez: charmee00 w sierpień 27, 2009
o 13:28
Ośmiornice!
Przez: S!d w sierpień 27, 2009
o 15:06
To taki stan, kiedy byle reklama zmusza do płaczu /lalala/
Przez: charmee00 w sierpień 27, 2009
o 15:30
Żeby własny blog wrzucał do spamu, to już jest kurde porażka.
Przez: charmee00 w sierpień 31, 2009
o 15:06
cudna tuba:*
Przez: sofijkaa w wrzesień 2, 2009
o 10:13
Ja też jestem księżniczką przy mężu.
Księżniczka Campanula żoną Wielkiego Bakłażana jest.
Kocham wiolonczelę…. a moje dziecię zrezygnowało z pobierania lekcji na rzecz wielkiego sportu. Bo ją palce od strun bolą, pffff. Nie no.. i po co ja tu wlazłam./ tu słowa na ka i na pe/ no dobra, wiem, że dzieci nie powinny realizować niespełnionych marzeń rodziców / znowu te słowa/
Przez: sofijkaa w wrzesień 2, 2009
o 10:23
Zośka, nie krępuj się… Rzuć se jakąś kurwą, czy innym na PE… :P
To dobrze robi na potencję ;P
Wielka sława to żart /lalala/
Przez: charmee00 w wrzesień 2, 2009
o 14:41
“inna rasa”
“jaka rasa? nordycka, psia krew!”
Przez: sofijkaa w wrzesień 2, 2009
o 23:46
Witam, ja tutaj pierwszy raz… co do posta, cóż łatwiej rzec, że niektóre z nas mają TO szczęście
Przez: Nasty Czerwcova w październik 18, 2009
o 0:33
Oj, chyba nową notkę czas wstawić…
Przez: charmee00 w październik 18, 2009
o 19:19
Nasty, tak, niewątpliwie jest to szczęście. Moje gratulacje!
Charmuś, może przestań obiecywać i wstaw!
Przez: Jędz@ w październik 20, 2009
o 11:05
Heh czego gratulacje :)
Przez: Nasty Czerwcova w październik 20, 2009
o 14:17
No.
Jędza, weź wytłumacz koleżance, co autor miał na myśli, bo ja nie mam siły…
Przez: charmee00 w październik 20, 2009
o 17:12
czekam :) proszę Jedza o wyjaśnienie, czytam ze zrozumieniem a domniemam odpowiedzi
Przez: Nasty Czerwcova w październik 20, 2009
o 20:31
Jędza odpowie jutro, bo teraz to kreuje się na taką, która nie spędza wieczorów przed komputerem :]
A tak w ogóle, to ki chuj zmienił szablon? Badziewiasto jakoś…
Przez: charmee00 w październik 20, 2009
o 21:22