Napisane przez: charmee00 | listopad 16, 2009

Wadliwy gen…

Dziś doszłam do dwóch, niezwykle odkrywczych wniosków.

Wniosek numer 1: mam wadliwe geny – jestem skażona, naznaczona, ciągnie się za mną fatum jak za – nie przymierzając – rodem Grimaldich.

Wniosek numer 2 wiąże się z wnioskiem numer 1 i brzmi: moja prababcia była odważniejsza ode mnie, mimo, że niewykształcona, bez internetu, który jak wiadomo sprzyja. No, sprzyja. Różnym rzeczom sprzyja, tym dobrym i tym mniej dobrym. Taaak. Mniej zachowawcza była, zero asekuracji, brawura i ułańska fantazja. I to daaawno daaawno temu, jeszcze w zeszłym wieku, jeszcze na samym początku tego zeszłego wieku.

Otóż prababcia we wczesnej młodości przeżyła fascynację osobnikiem płci przeciwnej. A jakże. Jednak źli rodzice wydali ją za mąż za innego osobnika, którego babcia darzyła uczuciem żadnym. No, prawdopodobnie trochę go pożądała, bowiem ze związku tego urodziły się cztery udane córki, w tym moja w prostej linii babcia (nadmieniam, że wszystkie panie żyją i cieszą się dość dobrym zdrowiem).

Żyła sobie prababcia z tym pradziadkiem jak Pambóg przykazał, aż tu razu pewnego wybrała się na targ, sprzedawać płody rolne w postaci ziemniaków. I jak to w Harlequinach bywa – na targu tym spotkała swą miłość młodzieńczą, nic a nic nie wyblakłą. I nawet nie ożenioną, gospodarzącą dwie wioski dalej. Tak. Zaczęło się pisanie listów – wszak nie znano wówczas komunikatorów, ani smsów – listy były przekazywane przez zaufanego posłańca. Po którymś z kolei liście, prababcia chyba stwierdziła, że ma dość i poszła za głosem serca. Poszła tak jak stała. Rodzinie przekazała, przez tego samego posłańca, iż została porwana przez Cyganów i już nie wróci. W sumie mogła wydumać coś bardziej inteligentnego, bo fakt, iż znajduje się dwie wioski dalej i bynajmniej nie w taborze, szybko stał się faktem powszechnie znanym. I oczywiście nieakceptowanym. To był szok społeczny, łącznie z pospolitym ruszeniem. Prababcia została wyklęta. I co z tego? Była szczęśliwa. Dłuuugo była szczęśliwa, bo spędzili z sobą ileś tam dziesiątków lat, mając głęboko w nosie to, co wypada, a czego nie. Nawet córki jej wybaczyły, po latach, i historię opowiadały swoim dzieciom i wnukom (wnukom w domyśle, że mnie też), jako przykład pójścia za głosem serca, bez względu na konsekwencje i okoliczności. Za każdym razem, kiedy słyszałam tę historię, czy to z ust mojej matki, czy też babci (albowiem życzyłam sobie opowiadania tego zamiast durnych bajek przed snem) słyszałam w ich głosach jakieś takie nutki… Nie wiem, czego. Żalu? Zazdrości? Z tym, że obie te niewiasty również do grona świętych by się nie dostały, tak z marszu. Trochę by musiały odpokutować… Oj, trochę tak.

Ale historia ta świadczy również o tym, że jestem genetycznie spaczona. I powinny mi ujść na sucho różne rzeczy, bo natury nie przeskoczysz. Znaczy się genów wpływających nie tyle na skoki w bok, co na “iście” za głosem serca. Powoływałam się już raz na ten argument, ale nie spotkało to się, niestety, ze zrozumieniem. /faja/

I teraz tak. Gdyby było wiadomo, że z tym 2012 to nie ściema, to fajnie by było pożyć sobie tak, jak się chce, a nie jak wypada. Bo niestety, nie jestem tak odważna, jak moja protoplastka, i chyba nie polazłabym tak, jak stoję, słysząc zew.

Za to, kiedy spotkam się – za lat ileś tam – z moją prababcią w jakimś piekle, zapytam ją, czy warto było i czy nie żałuje. I chyba kurde wiem, co mi odpowie.

No, to się namachałam.

Asekurantka Charmee


Odpowiedzi

  1. Urzekła mnie Twoja historia, Moja Droga.
    Ech, jakby to było miło wziąć i pójść za głosem serca, hen po horyzont, ku światłu.
    Ty, bo ale nie załapałam, co niby miałoby ci uchodzić na sucho? Że rozliczne romanse i ogólna chwiejność charakteru?

  2. Czy mogłabyś mi łaskawie nie podkopywać reputacji? Z góry dziękuję :P

    Chwiejność, phi…

  3. Ależ proszę uprzejmie, zwłaszcza, ze w tej kwestii nie potrzebujesz niczyjej pomocy.

  4. Idź na całość, ale uważaj na zonki, Charmee. ;)

  5. Dziękuję. Będę uważała, jakby co. Bardzo troskliwy jesteś.

    Chociaż nie. Nie będę. Jakby co.

  6. Jestem, wiesz, jakby co do czego, to Cię jakoś może pocieszę? :)

  7. Wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć. Nie wiem skąd, ale wiedziałam. Aha. Jakby co do czego, to ja Ciebie też /faja/…

  8. Trzymam za słowo. :)

  9. Tak. Trzymanie za słowa jest fajne. No to mamy ustalone. Jakby co, oczywiście.

    /i tu idzie ta emota, która miała być tam/

  10. Z taką kobietą jak Twoja Prapra(krrra)babcia wtedy konie się kradło – tak se przynajmniej imaginuję.
    Dziś można by obrabiać agencje Pekao – też se tylko tak imaginuję…

  11. Oooo, kogóż to moje niewinne oczy widzą. Niechże Cię ciumknę, Chimero, z tej radości spotkania po latach. Wirtualnych latach… :*

    Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma… I tylko koni żal… Że tak se westchnę nostalgicznie…

  12. Ha, a moja pra pra pra przodkini była Cyganką. Prawdziwą. I uciekła z hiszpanem wbrew woli ojców. Aż przywędrowali tu. Tu ich jakby nik nie znał i się rozmnożyli

  13. Chyba ona była bardzo pra, ta przodkini, albowiem Twoja kolorystyka jest typowo słowiańska, pszenna i razowa – w sensie, że pastelowa ;P

  14. A ja nie wierzę… Nie wierzę w tę przypowieść, tak jak nie wierzę w miłość Abelarda i Heloizy czy Tristana i Izoldy. To niemożliwe. W czasach Twojej praszczurzycy i średniowiecznych kochanków nie było czatów internetowych, więc gdzież do diaska oni mogli się poznać i zaznać namiętności?…

  15. na sianie gupku

  16. Jędza przyjęła nowego kolegę czym chata bogata. Dobrym słowem i wiązką siana… W sumie to dobrze robisz, Dep, że nie dowierzasz… Ale luzik. To tylko net /faja/…

    PS. Nie dane mi nigdy było poznawanie się na sianie, ze względu na skłonność do alergii wziewnej. Tyle pięknych rzeczy mnie już w życiu ominęło, echhh…

  17. Się nie gniewam, lubię takie wystawne i ostentacyjne powitania; szczerość mnie zniewala, dlatego czuję się już jak u siebie w domu. Posiedzę tu.

  18. Posiedź sobie, Dep. Dziewczyny, wychodzimy.

  19. Mnie trzeba wywlec za włosy. Ciśnienie spadło. Słabo mi /faja/…

  20. U! Widzę, że tu pruski dryl panuje. Tuż przed capstrzykiem.

  21. Ordung must sein /leżąca machająca/…

  22. W Galicji, proszę Pana, to austriackie panują obyczaje. A tego pruskiego Dryla, to obawiam się, że jednak nie znam, osobiście.

  23. Austriackie gadanie… teraz już wiem czemu na stole nie ma flaszki na powitanie gościa, jestem rzucony na pastwę galicyjskiej rozrzutności…

  24. Proszę Pana, u nas, jeśli gość pojawia się pierwszy raz, to sam z flaszką przychodzi. A do Pań, z kwiatami.
    Właściwie, to ja u siebie nie jestem, tak do końca. :)

  25. Flaszek ci u mnie dostatek, nie wiem tylko czy pełne, a z paniami porachuję się na osobności:)
    A napić możemy się, nawet jeśli nie jesteśmy u siebie:)

  26. A o której ‘osobności’ Pan raczy wspominać, albowiem ja taką jedną sposobność już uskuteczniam. :)
    Co do picia, to symbolicznie.

  27. :>

  28. Oj, dziękuję za przestrogę, bowiem mógłbym poczynić jakieś foux pas, a co za tym idzie… no mniejsza z tym. Bedę zachowywał się przyzwoicie jak na dżentelmena przystało, słowo skauta z prowncji Ontario.
    Symbolicznie nie pijam, taką już mam naturę sarmacką, to jedna z rozlicznych moich zalet.

  29. Jaka wspaniała i przemyślana reklama, prawie jak podprogowa.

  30. Tego… To ja się napiję. Symbolicznie. /faja/ A właściwie to /lufa/…

  31. Staram się… ukończyłem weekendowy kurs w renomowanym instytucie szkoleń z zakresu technik mnemotechnicznych i savoir vivre. Od razu Pan spostrzegł, też jest Pan bystry, niczym ja po szkoleniu.

  32. Niech będzie mi dane, pochwalić się ukończeniem kursu operatora walca drogowego. Potrafię z każdego przechodnia zrobić ikonę szos.

  33. Świetnie! W Adwencie zaczynam kurs na wózkach widłowych, mam szczerą nadzieję, a właściwie prośbę – gdybym miał kłopoty czy mogę zasięgnąć u Pana porady? Darmowej ma się rozumieć, bo nie śmierdzę groszem.

  34. A ja? /faja/…

  35. Ja się nie dziwię, że Pan nie śmierdzi groszem, gdyż wiadomo: ‘pecunia non olet’. Porad wszelkich udzielam każdemu, kto o takie prosi. Wątpię jednak, aby Pan miał jakieś kłopoty z widlakiem.

  36. Dodaje mi Pan otuchy, wdzięcznym za to. Mniemam, że z obsugą dźwigni wertykalnych poradzę sobie bez problemu, ale z samą jazdą mogę mieć trudności. Zresztą… już przestaję martwić się na zapas mając w zanadrzu specjalistę z przyobiecanym fachowym doradztwem.

  37. Proszę się nie obawiać, to tak, jakby Pan okarynę prowadził.
    Jeszcze nie raz Pana zaskoczę, jeśli mi będzie dane, ujawniając swoje liczne specjalizacje i fachowość.

  38. Ja to mam szczęście w sieci – trafiam tylko na piękne kobiety i omnipotentnych mężczyzn! Bywają chwile, że sam sobie zazdroszczę.
    Internet wreszcie pokazał mi czym może być życie; przepraszam za te – byc może – nazbyt intymne zwierzenie, ale poczułem przemożną chęć podzielenia się z kimś moim szczęściem.

  39. Faktycznie, masz szczęście /faja/…

  40. To pięknie, z Pana strony, że zechciał się Pan podzielić z nami swoim szczęściem, ale jak sam Pan wspomina, to pańskie szczęście i nie wiem, czy cudze szczęścia potrafią uszczęśliwić innych.
    Proszę mi nie przypisywać cech, których nie posiadam. Nadmierny zachwyt, może doprowadzić do rozczarowania.

  41. Ja się odmeldowuję, dobranoc. :)

  42. O japierdzielę… tak się jakoś wielkopańsko zrobiło i sarmacko zarazem, bynajmniej nie tylko przez wąs Poltergeista, ale też przez manierę słowną zaczerpniętą od staropolskich przodków naszych, co to flaszki licznie i z fantazyją obalali…
    Też znikam, bo zaczyna mi się udzielać;)

  43. No proszę, jaki wersal, ą, ę i przez pęsetę.
    To ja nie wiem czy się nadaję do takiego towarzystwa.
    Joł

  44. Tak, od początku zauważyłem, że tu panują iście wersalskie zwyczaje, a że lubię przepych, etykietę i piękne kobiety – zostaję. Dzień dobry.

  45. A skąd my Ci tu weźmiemy piękne kobiety? Przegłeś trochę, wiesz?
    Taki sobie, ten dzień. Właściwie to całkiem do dypu.

  46. Do dupy, fuck.

  47. Chimero, ani mi się waż znikać na dłużej.

  48. Skoro deficyt pięknych kobiet… cóż zadowolę się zatem tylko przepychem i etykietą, której – jak widzę, tutaj staje.

  49. Taaa… Staje /faja/…

    A w jaki sposób będziesz się zadowalał? Chciałabym to wiedzieć…

  50. Charmee, chyba zapomniałaś dodać wykrzyknik na końcu zdania;)

  51. !!!!!
    Naprawiam niedopatrzenie :P

  52. Przeczytałem raz jeszcze tekst – oczywiście zaraz po tym jak zrobiłem to samo ze swoimi wpisami – i doszedłem po raz kolejny do wniosku, że tekst mnie poruszył. Muszę się napić.

  53. Grabisz sobie /faja/…
    Piszę poważnie :P Nie podkreślając wężykiem.

  54. To niezbyt niezawoalowana sugestia, niech się Pani skupi bardziej, proponuję. Wyczuwam niedospozycję.

  55. Z podpowiadaniem się nie liczy /faja/.

  56. Stwierdzam autorytatywnie – są lepsze blogi, no… przynajmniej jeden, więc proszę mnie nie straszyć przymusową secesją, bo se pójdę. In saecula saeculorum.

  57. /faja/
    Nie wyglądasz mi na strachliwego…

  58. Pozory mylą… mam szaty tkane mimetyzmem szyte nićmi ze skóry kameleona, własnoręcznie przez wielkiego Machiavelliego.. a! i razem z Silonem i Odysem konstruwałem drewnianego konia pod Troją, takim.

  59. “Rozbieram to zdanie i się potykam o gęstwinę krzewów…”
    :P

  60. To cytat pewnie z jakiegoś klasyka… W oryginale czy translacja? Widać, że to nie lada dżentelmen pisał, znać po składni i głębi, czuć sedno tarczy. Chyba nie zasnę nie sprawdziwszy.

  61. Transkrypcja :P

    Tak. Ja pasjami cytuję klasyków. A jeśli klasyk jest dżentelmenem, to nawet na pamięć się uczę /faja/…

  62. W szabas dzień dobry; właściwie to żałuję, że nie jestem dzisiaj Żydem – nie nachodziłbym się. I z tej przyczyny napiję się na dwa kwadranse na południe. Umiarkowanie, ale z gestem, zachęcając do wiernego naśladownictwa. Niech się darzy wszystkim czytającym i przepijającym do mnie – słowiańskie prosit!…

  63. To ja stawiam. Mam powody /faja/… Calvados, Pan się częstuje.

  64. Gościnna niewiasta to dar rzadko dzisiaj już spotykany; współcześnie gościnność zastąpiły rozpasanie i lubieżność, przed którymi się wzdragam i wzbraniam. Kieliszek przyjmuję z uradowaniem licząc w duchu i po cichu na kolejne butelki. W podzięce składam uszanowanie.

  65. No i jak zwykle – tylko uszanowanie… Przed którym się wzdragam i wzbraniam…

    No dobra. Niech i tak będzie.

  66. Właściwie to fakt. Powiadają, że kobieta powinna się szanować. Tyle, że nieszanowanie /się/ bywa czasem takie przyjemne /faja/…

  67. Pięknie i ładnie wszystko… ale chciałbym zaznajomić się z jasną deklaracją w przedmiocie wspomnianych przeze mnie butelek… Klarowność tej kwestii uspokoiłaby mnie i nadała sens mijającej sobocie.

  68. Dobrze. Nie będę Ci psuć soboty. Zgadzam się. Tą drogą składam najjaśniejszą z jasnych deklarację, w sprawie przedmiotowych butelek.

  69. Doceniam ten gest, ba!.. ze swej strony również wyrażam aprobatę w kwestii rzeczonych flaszek, która koresponduje.

    Przyobiecuję, iż obejdę się z nimi życzliwie. Możemy uczynić to pospołu. Nawet.

  70. Wchodzę w to.

  71. o rety! co się Wam porobiło?! no nie poznaję Państwa.. ale napić się mogę ;P

  72. Wrazia :* Cześć, Niewierna…
    Ale dobrze, czy źle się porobiło?
    A, nieważne. Zdrówko!
    ;P

  73. Wierna, wierna. czytam Was zawsze.
    no to zdrówko (fajnie tak zaczynać nowy tydzień)

  74. Mam ochotę uciec, tylko nikt mnie nie chce porwać.
    Fajnie, że jesteś, Wrazia. No wzruszyłam się naprawdę…
    (Jeszcze jedno zdrówko)

  75. zdrowie zawsze potrzebne :)
    Też się wzruszyłam, wracam powoli do życia

  76. Normalnie Ci notkę zadedykuję, jak mnie co natchnie. Będziesz mi inspiracją.

  77. będziemy jak “muza i muzyk”? hehe

  78. A ja nie zadedykuję, jeno obliczem radosnem i okrągłem jak księżyc w pełni, czy inna brzoskwinka Cię powitam ty, ty….. córo marnotrawna ty.

  79. Matuchno Kochana.. jakbym umiała ładne “emoty” dodawać to bym dla Ciebie najsłodszego (tfu) buziola wkleiła, Jędzuś

  80. Tfu!
    Udało Ci się wstrzelić w jakiś związek czwartego wymiaru, Wrazia? Tak a propos tej muzy i muzyka? ;P

  81. oj nie.. to już dawno nieaktualne, od wczoraj, niestety. Właśnie miałam Cię prosić.. jakby Ci zbywało, to ja chętna jestem

  82. Wstyd, wstyd, wstyd… ObnaRZyłem się ortograficznie w nowym tygodniu i to przed specjalistką; nie jesteście nawet w stanie pojąć jakie czuję zażenowanie, dobrze że ta, przed którą popełniłem ten czyn nie przeczyta tych słów. Dzień dobry, pisałem ja – zawstydzony Dep.

  83. Ja jestem w stanie pojąć, gdyż byłam już dziś świadkiem pewnego obnaRZenia. I jakże dobrze Cię rozumiem /faja/… Ten, który się obnaRZył przede mną, był równie zaRZenowany ;P

    Wrazia, nie zbywa mi, ale podzielę się tym, co mam.

  84. Wstyd (wszystko jedno o co chodzi, ale skoro tak mówisz.. to ja się zgadzam) Dep.. a ile błędów zrobiłeś we wczorajszym Dyktandzie? (ja chyba poproszę lekarza o zaświadczenie, że to nie moja wina).
    Trza się dzielić Charmee, Śliczna. Jak coś.. to ja też się podzielę. Chcesz paluszka?

  85. Nie sądzę, iżbyś Pani w pełni i dogłębnie mnie zrozumiała – Tyś była tylko świadkiem zdarzenia, a ja uczestnikiem. Zupełne inna optyka. Będę z tego się otrząsał gdzieś zapewne do za dziesięć druga. Jak nie dłużej.

  86. Jak chcesz, to się z Tobą podzielę tym paluszkiem, którym się ze mną podzieliła Wrazia. Paluszki są dobre na otrząsanie /faja/…

  87. Pani Sensitive, dyktand nie pisuję z zasady, bo są tendencyjne. I podlegają ocenie, a to już sprawia, że mógłbym się poczuć niedoceniony.

  88. Potrząsanie paluszkiem to gest przypominający mi groźbę bądź przestrogę… No chyba, że chodzi o… ale wtedy… Nie, to niemożliwe.

  89. /Wielka Żółta Morda/

  90. czy mnie się wydaje? Czy wkradły się tu jakoweś plugawe treści?
    E, nie, wydaje mi się.
    Bądź pozdrowiony Otrząśnięty

  91. Jędzo, po niegdysiejszym powitaniu na sianie (niezbyt przemyślanym i fortunnym), dzisiejszym pozdrowieniem w pełni zrehabilitowałaś się w moich przepastnych błękitnych oczach. Bądźże i Ty Otrząśnięta.

  92. Ja również poproszę o bycie otrząśniętą.

    Dep, a może zapodaj sobie jakiś avatar w końcu, co?

  93. Otrząsam i Ciebie, Charmee; czynię to literackim shake-spear’em, na użytek tego bloga zwanym trzęsiwłócznią.:)

    Gdybym to ja wiedział jak uczynić awatara… Jestem klinicznie nieobeznany z techniką zamieszczania. Wstyd mi dzisiaj po raz wtóry.

  94. No, ja Ci raczej nie pomogę. Sama nie wiem, w jaki sposób mam tego swojego…

    A jeśli chodzi o wstrząsanie, to doszłam do wniosku, że tak. Jestem wstrząśnięta. Małe tąpnięcie mnie dotknęło, w sensie, że lekki szok…
    Czy ja bredzę?

  95. Kto nie zrobił sobie avatara, ten przegrał RZycie.

  96. Ożesz. Z tego, co pamiętam, to Ty również miałeś pod górkę z avatarem, Chimero najmilszy ;P

  97. Ciiiiicho…

  98. Heh…! A mnie właściwie ten obligatoryjny niejako awatar niebieski podoba się… coś w nim jest, to taka położona litera G, kto ma oczy niechaj widzi;P

  99. Ja bardzo Panów przepraszam za grzech zaniedbania, ale na wojnie byłam.

  100. Yhy, w moją wojnę. :)

  101. Jeszcze tylko jutro rozstrzelać jeńców i będzie /s/pokój.

  102. Właściwie to Chimera mógł w międzyczasie nauczyć kolegę, jak się avatary na WordPressie wstawia. Bo ten punkt G, w sensie że gravatar, to taki średni jest…

  103. Panie Poker! Poczułem się straszliwie urażony a nawet doknięty, już tłumaczę dlaczego; wczoraj zamieściłem pierwsze wpisy na Pana blogu, a dzisiaj rano dowiaduję się, że blog został unicestwiony. Nie zdążyłem nawet wykuć na pamięć swoich postów i przepadły w próżni…

    Z drugiej strony, obok rozgorycznia, odczuwam żal, bowiem uważam, iż blog był nad wyraz przyzwoity, w przeciwnym razie nie odważyłbym się przecież publikować tam pod swoim nickiem. Szkoda, że tak się skończyło.

  104. Panie Dep, tak czasem bywa, że należy zamknąć za sobą drzwi, żeby spokojnie rozpocząć nowy etap historii. Wraz z tym, sam zamknąłem tam wiele niezłych tekstów zarówno swoich, jak i cudzych. Sorry.

  105. O! “Nowy etap historii”, to lubię; zabrzmiało niczym Nowaja Ekonomiczeskaja Politika. Uwielbiam kontrolowane zmiany, a szczegónie takie działania, które mają za zadanie tak przemodelować, tak rzeczywistość zmienić, żeby wszystko zostało po staremu… I like this change;P

  106. I love this game ;P

  107. Niestety, w sztuce tworzenia avatarów jak tępy byłem, tak zostałem.
    Swój zawdzięczam dwóm nickom, z których jeden poszedł w niepamięć – bo tak chciał.

  108. Cud niepamięci…

  109. Cud? Eeee, żaden cud – samo życie…

  110. Życie cudem jest :P

  111. ekhmm… to frazes, czy przekonanie?

  112. To był cytat z pewnej żenującej piosenki, pewnego żenującego zespołu, o równie żenującej nazwie – De Su /faja/…

    Frazes, of course.

  113. O, z tej:

  114. “(…)przecież życie jest snem
    tylko snem
    i ten kto żyje śpi
    i śni siebie pokąd nie prześni siebie”.

    Życie snem (Pedro Calderon de la Barca) – polecam, niekoniecznie przed snem:)

  115. Jakiś temat na nową notkę poproszę, na cito.

  116. Dep, do cholery. Do Ciebie mówię.
    :P

  117. Charmee, droga Charmee.. nie krzycz na mnie… Więcej uzyskasz spokojnym tonem. Myślę, że mogłabyś napisać coś o wrażliwości ludzkiej, idą święta Bożego Narodzenia, coś refleksyjnego. Tak mnie naszło.

  118. Tabula rasa /faja/
    Taki śliczny komentarz mi wcięło.

  119. To ten… Dobra, o wrażliwości /faja/…

  120. Ten komentarz, którego nie widać, jest przejmujący – niczym Ziemia jałowa TS Eliota. Mam łzy w oczach, ale nie płaczę. Wyję.

  121. Jesteście obrzydliwi. nie wiem, czy się do was jutro odezwę

  122. Jędzo, nie rób mi tego.

  123. D O B R A N O C !!!!!!!!!!!!

  124. Tak, Jędza… Wiem, że jeszcze nie miałaś menopauzy. Ale masz mieć :P

  125. Cieszę się, że dostarczyłam Ci takich wzruszeń, Dep /faja/… Takie miałam intencje: poruszyć Twoje zmysły i doprowadzić do łez…

  126. To takie arystotelesowskie – być poruszanym, wzruszanym. Lubię to. Co do łez – zawsze płaczę na sucho, mam wrodzoną skłonność do oszczędzania wilgoci w organizmie.

  127. Jędza też wyglądała na wzruszoną.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie