Dawno temu żył we wsi ubogi chłop Jasiek. Chałupa chyliła się ku ziemi coraz bardziej, liche poletko prócz kamieni, szczawiu i ostu niczego nie rodziło. Spod kępy olch za ugorem ciekła jasna struga wody, zmieniająca się po chwili w niewielki stawek. Nawet zimą źródełko olchowe wodę wyrzucało nie zamarzając nigdy.
Jasiek studni nie potrzebował, wodę ze źródełka czerpał, sobie i kozie nosił. Nastało upalne lato. Od tygodni nie spadła kropla deszczu. W skwarze słonecznym wysychały studnie i potoki, więdły uprawy, takiej suszy nie pamiętali nawet najstarsi we wsi. Olchowa woda na Jaśkowym polu wciąż płynęła, jakby zaczarowana.
Zazdrościł tej wody biedakowi bogacz, którego pola sięgały aż po wzgórza. Ugadał się z miernikiem, który pola mierzył i granice ich wyznaczał, tym łacniej, że ziemię za Jaśkowym stawkiem wiosną nabył. Nie pomogły tłumaczenia o ojcowiźnie z dziada pradziada, nie pomogły łzy. Odmierzył miernik pole tak sprytnie, że olchowe źródełko na ziemi bogacza się znalazło.
- Za krzywdę moją będziesz po śmierci ziemię mierzył tysiąckroć – przeklął Jasiek miernika. Do tobołka dobytek spakował, kozę na powróz wziął i ślad po nim zaginął.
Mijały lata. Zmarło się we wsi bogaczowi, zmarło i miernikowi.
Tydzień nie minął od pogrzebu, gdy po okolicznych polach światełko czerwone snuć się zaczęło, wieczorami i nocą, aż do trzeciego kura. Przemierzało zagony i przy olchowym źródełku przystawało. Niósł się wtedy spod miedzy przeraźliwy krzyk lelka. Duch miernika krzywdę Jaśkową przeliczał, spokoju nie zaznając.
Mówili we wsi, że kiedy się go zobaczy, trzeba cichcem uciekać, pacierze klepać, drzwi i okna znakiem krzyża znaczyć, a do świtu z chałupy nie wychodzić. A już broń boże gwizdać. Tego bowiem pokutujący nie znosił. Jak błyskawica za gwiżdżącym biegł i oczy wypalał. Było, że dwóch parobków którzy się odważyli, do dworu pognał i choć umknąć zdołali, to ze strachu, znaku krzyża na drzwiach uczynić zapomnieli.
Przeszła dłoń pokutnika przez drewno jak przez masło, znak straszny na twarzach żartownisiów wypalając.
Po takim bajaniu, kumy ociągały się z wyjściem z chałupy, gospodarza prosząc o odprowadzenie. Czasem i do trzeciego kura czekały, by bezpiecznie przejść miedzą, obok Jaśkowego źródła.
***
Nie wiadomo czy to bajda, legenda czy glizda
spisała Wiewiórka, znana niektórym z nazwiska.



















Pierwsza!!!
No i teraz mogę napisać, że lubię takie bajania. Bez względu na to, czy są legendami, czy glizdami… Co nie zmienia faktu, ze z określeniem “glizda” spotykam się po raz pierwszy.
Jak to, pierwszy raz? Przeciez ja mam fobię na glizdy. /zapomniała/
Pierwsza :)
Na ludzkiej krzywdzie daleko się nie zajedzie, za to jak widać można się nachodzić , nawet po śmierci …
A tak czułam, że ktoś się wślizgnie jak ta glizda przed moją “pierwszą” :)
Nie wtrącam się oprawcy, ale ja to bym dowalił takim nocnym widokiem siedziby rodziny Addamsów ;)
Ależ pięknie snuje się ta opowieść. Jak człowiek był młody i głupi /na starość wraca ta przypadłość/ to się nasłuchał takich, aż faktycznie – pierzyna na głowę, i czym prędzej w sen uciekał. Takich z “mierniczym” to było kilka, tylko on inaczej się nazywał. Był “geodetą” :))
Mnie najbardziej intryguje to czekanie w noc do trzeciego kura, by gospodarz odprowadził niewiastę.
Może Wuguś znajdzie w szufladzie parę apokryfów tej Wiewiorkowej opowieści i zapoda szczegóły?
Wuguś, trzeba se było zażyczyć, jak mi śmietankę podsyłałeś… Ale rzeknij tylko słowo, a zmienię :>
Guard, możesz być pierwsza razem ze mną :) :*
Caddi, jestem za. Wiewiórka ma świetne teksty i jeśli zalegają w szufladach, to ja se je życzę tutaj!
Poker :*** Ależ ja pamiętam, stale… Jedyna Twoja fobia, więc jak mogłabym zapomnieć… Nie liczę alergii na niektóre jednostki, bo ta akurat jest do zwalczenia…
Uwielbiam czytać takie bajania…
dobry wieczór:)
Wiesz Max, na wsi geodeta to za trudne słowo, no i po co zaraz z grecka się odzywać skoro miernik tak swojsko brzmi. No, oczywiście, bywają wsie bardziej postępowe, weźmy taka Pyrlandia, tam pasuje geodeta, geotagowanie, georontologia
Na Animal Planet leci piękny film, przyroda Francji, ale to jakby o naszych lasach było: jelenie, lisy, dziki, wiewiórki, dzięcioły. No nie da się oglądać. Po pierwszym kwadransie 5 minut reklamy. Teraz już fifty fifty. Pięć minut filmu, pięć minut reklamy. W piątek korzystając, że przysłali aneks do umowy wypowiedziałem umowę Canal +
Wew mojej Wielkopolszcze takowych nazywano mierniczymi.
A u nas we wioskach mówią “gełodeta” albo “pan miernicowy”…
Furda! Nie wierzę w takie bajania. Chłop był w prawie. To jest opowiadanie antykapitalistyczne, żeby szczuć na bogatego. A chłopy babom przy pierzu opowiadaly takie kawałki, żeby się bały same wracać do chałup, a po drodze na brogu i stóg i przystawa…/faja/
Dobry wieczór, żem zapomniał się przywitać. Odnosiłem się do “meritum”, bo samo opowiadanie prima sort! Proszę Wugusia o ukłon dla Wiewiórki, pełen uznania, kreśli się – Kacio.
Tak, Katon, nie bójmy się tego: wszystkie dzieci są nasze
Ukłony przekażę chociaż gdy sobie niefrasobliwie dygnę to mnię może jakoweś podagryczne lumbago dopaść czy ki cholera i tego się obawiam, że ta zołza Wiewióra będzie się chichitać ze mnie do rana jak ze złamanego trala la la chuja
Najnowsze badania wskazują, że 1/4 dzieci wychowywana jest przez ojców “niebiologicznych”, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia – taka przyrodnicza ciekawostka: przeźroczyste rogi. Chyba nie muszę tłOmaczyć, co to, k…a mać, oznacza /faja/
Wuguś, dygnij w takim razie głową. Albo przynajmniej mentalnie /faja/
Taaaa, tak jak 1/4 ludzi na świecie to chińczycy. A to znaczy, że jeśli siedzi na ławce w parku czterech meneli, to jeden z nich to musi być chińczyk :)
Faceci to mają przerypane… Tym bardziej, ze świat jest pełen zołzów, dybających na tych naiwnych…
A ja mam 1,5 dziecka, pół męża, mój pies ma dwie nogi, a mój sąsiad bije swoją żonę…
Ale to mi przypomina takie opowiadanie “Spod paragrafu”, która to seria była publikowana w dawnej Panoramie Prl-owskiej. Pióra Jerzego Kibica (znaczy się Urbana).
Syn przyprowadził do domu narzeczoną, która z nim i jego rodzicami zamieszkała. Po jakimś czasie okazało się, że przyszła synowa spodziewa się potomka. narzeczony oskarżył o sprawstwo swojego ojca, czym strasznie zdenerował mamę i swoje dwie siostry. O ojcu nie wspomnę. Niestety upierał się przy swoim, więc jak dziecię przyszło na świat zażądał badań genetycznych na ustalenie ojcostwa. jego tata badaniom się poddał i okazało się, że w ogóle nie może mieć dzieci. Wada wrodzona :)
Guard:* dziecko Chińczyk od dziecka Japończyka zasadniczo się nie różnią niczym. Poza pcią.
Wracając raz jeszcze do opowiadania – przypomina mi ono Szynel Gogola ;)
Uwaga! Oświadczenie. W związku z licznymi mejlami odpowiadam, że najbliższe darcie pierza na Wichrowych będzie 3 lutego. Tak, zapisy są konieczne, bo ilość gęsi w okolicy wbrew powszechnym wyobrażeniom jest ograniczona.
Wuguś, gdybym nie był złożon, przybyłbym ze swoimi. Kapitolińskie. Nie w kaszę dmuchał. A jak się pięknie drą!..
3 lutego, powiadasz… A następny termin? Bo luty, to dla mnie nikoniecznie dobry czas, ale chętnie bym se podarła, zgłaszam akces…
Ja proponuję czerwiec. Jest zaraz po maju, a przed lipcem. I ma 30 dni. W tym najdłuższy w roku. Stanowczo staję przy czerwcu br.
Nie wiem co o tej porze roku robią na mojej górskiej rzece kormorany, ale spodziewam się, że z każdym upływającym miesiącem ta linia darcia pierza przesuwa się na północ. Myślę, że Caddicus i Cane wytyczą miejsce gdzie odśpiewamy Bogurodzicę i pójdziemy do boju
Byleście nie darli anielskiego puchu na poduszkę, jak to drzewiej u Kacia bywało ;)
Nie zmieniaj charmee00 obrazka jest idealny :)
Mmrr, idealnie to Ty zagrałeś na moich imieninach :>
:***
Tak zagrał, że aż zagłuszył życzenia ode mnie, taki to już Mruczuś
Dzień dobry. Oby dobry. Miejmy nadzieję, że tak. W każdym razie zaczął się zajebiście, dlatego niniejszym pozwolę sobie na odrobinę prywaty na afiszu i napiszę:
Dziękuję Poker :********************
A ten Jaśkowy strumyczek to nie przypadkiem w paryii? ;)
Ahoj! Z odśpiewania Bogurodzicy miałem w liceum 2 na szynach. Nie podejmuję się. A miejsca wyznaczać nie będę, bo jest wyznaczone. Gdzieś tam na Północy. ;)
Od dziś tylko merytorycznie… Tylko jak to zrobić, jeśli napiszę jakąś romantyczną notkę ku Pokeru albo on ku mnie? Będziecie musieć kombinować /faja/…
Charmee, a co Ty w ogóle piszesz? Jaka merytoryczność? O co chodzi?
:***
Jak Ci się polepszy, to Ci opowiem :* Teraz odpoczywaj…
Cane, ja składam zamówienie na Bogurodzicę, jeśli mogę składać!
Składać petycje zawsze można. A czy zostanie rozpatrzona pozytywnie to już inna inszość. A tak w ogóle to o co chodzi z tą Bogurodzicą?
A ja śpiewam, ale tylko, gdy mam zakuty łeb :))
Caddi. Już mi się merdają trochę komentarze, co pod którym blogaskiem… Chodzi o zaśpiew tryumfalny, gdy się wreszcie spotkamy.
Witajcie! Charme, a ten Czajkowski, to pastela czy olej? /faja/
Cześć Max :) Nie wiem, ale jakakolwiek by to nie była technika, to obrazek jest taki sielsko słodki.
Część Caddi :) No właśnie chodzi generalnie o zaspiew i o to, żeby Cane dwóję poprawił, na szynach zresztą…
Charme :) No uciekasz z odpowiedzią… A mieliśmy merytorycznie od dziś rozmawiać! /mur/
Cane jest odważny… że tak sobie napiszę;)
Max, a Ty myślisz, że tak od razu to się da przestawić na inny tryb? No weź…
Caddi, nooooooo :)))
Odniosłem się do wymiany zdań na temat blogowania (u Angie). Blogi w założeniu były pamiętnikami. Na dziś to bardziej rozbudowana formuła jednak wciśnięta w oś czasu.
Wugusiu, członkowie TWA mają swoje metody na bloga. Każdemu komu się nie podoba nasze blogowanie in corpore damy odpór:)
Uff, dyskusja gorąca, a mnie chodziło tylko o przedstawienie faktu, jak wielu, od sprzątaczki po profesora ,NIE AKCEPTUJE bloga , jako formy jakiegokolwiek ” wyrazu” .Jak napisałam, Ci ‘ prości” pytają ” a co to i po ch..jest? “, a Ci wykształceni ” wolą COŚ PORZĄDNEGO z wielkiej literatury poczytać już, jak mają czas, a nie siedzieć na blogach” ( to był cytat; z takimi wypowiedziami spotkałam się niedawno)
To i tak nic: co powiecie na TAKICH, jak jeden bardzo bliski mi Młody Mężczyzna, który powiedział podczas konkursu do mnie:
NIE zagłosuję na Ciebie, choć lubię Twoje pisanie. JESTEM PRZECIWNY blogom -jako takim. NIE TOLERUJĘ TEJ FORMY kontaktów. I koniec!
zwariować można czasem….
Ja również się odniosłam, nawet kilkukrotnie :)
A odpór damy, gdyż w jedności siła. Nie mylić z jednostkami :>
Angie, generalizujesz. Bo “coś porządnego” to według jakiej normy? Osobiście zauważyłam, że nawet ci “bez wykształcenia” czytają literaturę, dobrą literaturę, a ci “wykształceni” poprzestają na Pudelku albo na znajomości tytułów. Wykształcenie nie świadczy o tym, że ktoś czyta/nie czyta książki i lubi/nie lubi blogowanie.
Natomiast blog nigdy nie będzie czatem, mimo pozornej podobnej konwencji. I na odwrót.
Delikatnie rzecz ujmując, gówno mnie obchodzi zdanie profesora, czy sprzątacza na temat blogów. Ale jeżeli ktoś zastanawia się i nie wie co robi w takich miejscach, to chyba ma imperatyw pytać o to ,przekrój społeczeńtwa’. Wiele razy pisałem na temat blogów, ogólnie, widzę, że powinienem napisać o tym jeszcze raz.
A sądzicie, że lepszy jest znajomy spod budki z piwem, niż znajomy z bloga? Czymś ten wróbel się różni?
I uważasz, że wykształcony nie zapyta “po chuj to?”… A prosty nie powie, że woli w tym czasie porobić coś innego? :)
Kochanie /to do Pokera/, w tej kwestii, w kwestii znajomych… jak i w większości kwestii, zgodzę się z Tobą i napiszę, że znajomych, dobrych znajomych, można mieć ze szkoły, ze studiów, z podwórka, z pubu, z kursu językowego, z pracy i z bloga!
Nie wiem skąd w ludziach bierze się to, że tak bardzo imponuje im tytuł, albo to, że ktoś do teatru chodzi, czy czyta książki.
Ja tylko naświetliłam wyniki swoich badań. Jakiś przekrój sympatii społeczeństwa do blogów musi w tym odzwierciedlać się.
A czy moje pisanie podoba się profesorowi czy sprzątaczce, to też niewiele mnie obchodzi. Piszę, bo mi się chce i już.
Zagadnienie, które wywołało taką dyskusję, to po prostu ta niechęć wielu( i prostych, i moNdrych) do spojrzenia przyjaźniej na cały internet; to odrzucenie ” z założenia”
Nie wiem, Poker… Naprawdę nie wiem, ale mogę przypuszczać, że to się bierze z jakiejś niemocy…
A ja Ci nie wierze, że przeprowadzałaś jakieś psu na budę potrzebne badania. I nie rozumiem, dlaczego internet miałby być pozbawiony sympatii czy antypatii. Zjawisko jak każde inne w życiu. Tak samo, jak wśród prostaków i profesorów, są alkoholicy i pedofile, tak samo ci i tamci lubią bądź nie internet, sporty zimowe, wiejska kiełbasę czy sportową modę.
Jest wiele blogów, które tylko czytam. Są świetnie pisane. Są też takie – fotograficzne, które z przyjemnością odwiedzam i nawet grzebię w archiwum. Wśród tych “pisanych” czytanych przeze mnie są poetyckie, są takie typowo pamiętnikarskie, ale też i stricte polityczne i tematyczne. Ograniczam się czasem jedynie do “lajknięcia” – tak żeby autorowi zrobić frajdę, że ktoś czytał i się spodobało. Trudno pod poezją non stop wpisywać kwiatki “o jakie to piękne”, lub pod czyimś życiem dopisywać teksty “faceci to świnie”. No, można. Raz na czas, ale jak komentować czyjeś życie? W odniesieniu do własnego? No, a te polityczne to lubię poczytać lecz komentowania unikam, traktuję je jak felietony w gazecie – ot, autor wyraził swój pogląd i tyle. Może w południe miałbym więcej animuszu, ale nie wieczorem po dziesięciu godzinach pracy.
Komputer jest dziś jak telefon. To tak, jakbyśmy dyskutowali, czy ktoś jest przeciwko telefonom, czy nie. I czy potrafi je obsługiwać.
Zanim powiem dobranoc, pragnę zaznaczyć, żebyście nie wchodzili na T2, bo tu diabeł siedzi!
Czy od dzisiaj trzeba będzie śpiewać Bogurodzicę wchodząc na T2? I czy ja mogę być zwolniony ze śpiewu? Pięknie się ukłonię i wyrecytuję.
Co zaś do meritum – w sieci sprzątaczka może pisać piękne noty a profesor dyslektyk na miernotę wyjdzie. Jedno ma się nijak do drugiego ergo, ktoś kto potrafi z finezją wyciąć woreczek żółciowy, wstawić zastawkę trójdzielną albo być mistrzem w rachunkach w Internecie może być niedojdą. Ja nawet zawodówki nie skończyłem (chorowałem/faja/), a mam fajnego bloga. Się spytajcie Charmee.
Dobry wieczór!
Potwierdzam Kacieńku każde Twoje słowo!
A Diabły to ja uwieeelbiam…
Oj Darek, Darek! Ale widzisz, jaką Ci internet dał możliwość wyjścia na mądrego? ;)))
Pożegnam się, dobranoc Państwu.
Charmee, :*******************
Tomek tak zaczął ładnie o mnie pisać i zaraz się pożegnał. Co ta trema robi z ludźmi…
Zdrowiej :*** Żebyś jutro w pełni sił, zwarty i gotowy, napisał tę notkę :> Albo pojutrze! Albo popojutrze. Albo za tydzień! I co? Jestem wyuczalna :P
Kacio, ja Ci mogę posłodzić zamiast, chcesz?
Angi. Żadnych badań, to ja nie zauważyłem w twojej notce. Jest złośliwy atak na “naiwne” i kiczowate blogi, wiadomo z jakiego kręgu – o tym też piszesz przyklaskując wypowiedzi jakiegoś zblazowanego profesorka. Czatów w ogóle nie znam, tak naprawdę, to nie wiem o co w nich chodzi. Do blogów też mnie za bardzo nie ciągnęło, dopóki nie spotkałem “tych miejsc” i Tych ludzi. I uważam, że należy je i ich chronić, a nie kalać gniazdo, nawet jeśli nie są te blogi perfekcyjne. Bo za ich siłą stoją żywi, życzliwi ludzie, a nie wichrzyciele i psubraty. Przykro mi, że tego nie rozumiesz./faja/
Charmee, ja to się boję nawet myśleć jak wyglądałby mój blog gdybym miał ukończone studia, obroniony doktorat, i już nie mówiąc o profesurze. Ale byłaby jazda /faja/
Max, jak możesz nie znać czatów!
Kacio, a ja w drugą stronę… Boję się pomyśleć, jak by wyglądał mój blog, gdybym nie miała tytułów /faja/…
No i się porobiło!
Może… chwyćmy się za ręce:)
Kurde, dobrze, że kiedyś ministrantem byłem, dzięki temu mogę swój teraz jakoś kulać…//
Caddi :) W sumie lepiej niż za gardło… Ale mnie głowa dziś boli ;)))
Max, profesor jest mi bliski, uważaj, to śliski grunt:>
Ja nie obraziłam nikogo.
Idę stąd już, sprawy ważne wzywają
“Jest złośliwy atak na” – Max, nadinterpretujesz.
Dobra, to dawać te łapki do wzięcia, bo zaraz moje filmy się zaczynają :>
Nie wykluczałem tego, Angi. Ale od dziś faktycznie stałaś się specjalistką od śliskich tematów. Powtórzę. Przykro mi.
Pan profesor – że tak go umownie nazwę – bo to nie jest personalna wycieczka – popełnia typowy błąd przypadkowego czytacza: uogólnienie. Szybkie wnioski, etykiety.
Pax! Pax!
Ja tam nie mam problemów z blogami. Czytam swój i zaprzyjaźnione z TWA. I mam spokój. Po co mam brać sobie na barki więcej niż jestem w stanie unieś?
DEP. Ja to nawet z naszymi się nie wyrabiam. Jak na Twoje niepełne zawodowe doświadczenie, to i tak sobie nieźle radzisz ;)))
Czyżbym ja o czymś Maxcel nie wiedział? Gdzie Ty masz te śliskie tematy? Jej szybki “przegląd ankietowy” zbytnio nie odbiega od moich doświadczeń z ludźmi w różnym wieku. Mam około setki znajomych z którymi jestem w kontakcie mejlowym – czyli mają w domu kompa i obsługują co najmniej pocztę. Z tej setki tylko trzy osoby potrafiły samodzielnie założyć konto na wordpressie i wejść na mój blog. W dodatku jedną z tych trzech osób jest Cane, weteran blogów.
Grzech uogólniania powinien być zapisany w kanonie grzechów, jako ósmy grzech główny. A jedenaste przykazanie winno brzmieć: “Nie nadawaj etykiety bliźniemu swemu ani żadnej rzeczy, która jego jest”.
Ament.
Dobry wieczór :) Nie nadążyłam z czytaniem, ale w miarę się orientuję ;) o co się rozchodzi. Mogę więc robić za profesora :) Jako właścicielka bardzo kiczowatego bloga, no bo i drzewka i błotko hipciopotama afrykańskiego szarego, jak i teksty niebagatelnie kiczowate jakie popełniam, upoważniają mnie do tego twierdzenia, czuję się w obowiązku zaznaczyć, że mnie bardzo ta kiczowatość pasuje i nic nie będę od-kiczowywać. Nawet zamierzam zakiczowić bardziej i może se wystrój zmienię. :) A Waszą kiczowatość blogową uwielbiam bardzo. Angie, Ty też nie odkiczowywuj, zostaw tak jak jest, bo jest fajnie.
Starałam się merytorycznie, ale to nie jest dobry pomysł, bo się strasznie nastukać w klawisze trzeba :)
Wugi. Gdyby zrobił przegląd ankietowy wśród, no nie wiem, trzystu osób, które znam bezpośrednio, i w ciągu miesiąca się z nimi stykam, to typuję trzy osoby, no cztery, które nie znają się na obsłudze komputera. Pomijam oczywiście dzieci poniżej trzeciego roku życia. Wugi. Jeśli mogę prosić, to temat jest dla mnie zamknięty już. Nie mam chęci i sił drążyć go.
Caddi. Bardzo lubię tę pieśń. Wsłuchuję się, no i jeszcze Path i Jopek…
Guard, to ja Cię jeszcze zupełnie niemerytorycznie ciumknę :* I powiem, że jeśli tak wygląda kicz, to ja kocham kicz. A jak kocham, to całą sobą i na zawsze, chociaż zawsze, to cholernie długo :)
Ciumk :**** odciumknę i powiem, że właśnie w tym rzecz, że zarzut kiczowatości, to żaden zarzut przecież. To kwestia odbioru, gustu, wrażliwości. Czytamy to co lubimy, kto nie lubi, nie czyta. Nad czym się tu doktoryzować?
Guard w licytacji na kicz i tak jestem lepszy; czyż może być coś bardziej kiczowatego niż fotki z własnego życia?
A ja Wam powiadam, że być może niejeden nick w obliczu mojego kiczowatego blogu doznał więcej przeżyć estetycznych niż któryś z profesorów, znawców “sztuki wyższej” obcujący z reprodukcją Nike z Samotraki.
Polecam interesującą wykładnię kiczu w Historii brzydoty Umberto Eco.
Wuguś, Twój hipciopotam w komciu jest cudny :)
A Twoje fotki mi dobrze robią na samopoczucie :) zwłaszcza te z chlebkiem piwnym…
Cieszę się Guard ;)
Dobrze jest zakończyć dzień miłym słowem.
Usłyszanym i napisanym. Internet choć jest wielką wioską to jednak małą. Tu można być równocześnie kimś i nikim. Znajomym i przechodniem. Mamy tu taką samą przypadkowość jak przy wyborze żony. Nosz, kuźwa, podobno czterdzieści milionów kobiet ma na imię Anna i patrz, akurat taka ci się trafia…
no to już człowiek wie, że już nigdy nie trafi szóstkę w totka, a jak trafi to te czterdzieści milionów też trafi i wypłacą po 20 groszy…
Nie ma to jak zasiąść z popołudniową kawą na własnym blogasku… Dzień dobry.
Dobry wieczór. Coś chciałem powiedzieć mądrego, ale koleżanka mnie ścięła doniesieniami o wynikach egzaminu kwitując, że przykro jej, ale czasem “nie można ufać słowom piosenki “nie wierz nigdy kobiecie”". Cóż. A tą, tę Bogurodzicę to mogę odśpiewać, tylko tekst przed oczyma jest wskazany, bo w pamięci mam tylko tytuł.
Kawa chyba już wypita, a śmietanka?
Wugusiu, może pora na ciąg dalszy?
Witam miłych Panów bardzo. Cane, czy to znaczy, że koleżanka wykazała się pruskim poczuciem humoru, na zasadzie “Czytałaś? Nie?! To kup gazetę… Ja pierdolę…” I człowiek od razu zastanawia się, co ma na sumieniu i dlaczego go obsmarowali.
Tekst trzeba ściągnąć od razu, wraz z melodią. Tekst “Bogurodzicy”. Bo jak wejdzie ustawa, to ament.
A na śmietankę mam ochotę wielką, ewentualnie może być cytryna do herbaty.
Charmee tak tak, chociaż bliżej zasady “czemu nie spisywałeś ode mnie tylko od kolegi”. ;)
Ustawa wejdzie w życie najwcześniej w 2013. Mamy czas.;)
Jeszcze rok pożyjemy… A potem się zobaczy :) No to dopóki można:
Co Wam powiem… ja się uczę… a Wy się obijacie. Zeby 25 styczeń nastał, a tu ani widu,ani słychu nowej notki? No bez przesady!
Ciumki :*
/faja/
Dzień dobry. Ja się dzisiaj uczę. Moją aktualną sytuację egzaminową celnie ilustrują słowa piosenki: “jeszcze jeden i jeszcze raz”. ;)
Ja mam jeszcze siedem dni na nie – uczenie się. A potem będę śpiewać, że “wypijmy za błędy”. O Jesu.
Pytam – a co po darciopierzeniu?
Łoooo! Będziemy jakiegoś Darcia pierzyć? :P
Dobry wieczór, Charmee, piszesz, jak obiecałaś? :>
:****
Obiecałam? :>
Pisz Charme, pisz! Ja nie mogę, bo mnie helicobacter skręca :(
Cześć, witajcie :)) Nie wiem, ile usiedzę…
Max, łaczę sie z Tobą w cierpieniu, wróciłem do żywych po 4 dniach niebytu. ;))
Tak, Charmee, obiecałaś napisać. :>
Skoro obiecałam /faja/…
:P :*
Cześć skręcony Maxie :) /głask/
Poker, podaj grabę w cierpieniu i polprazol ;))