Jak sen w letnią noc wyśniony, po ciężkim dniu zasypiania,
Pod powiekami słów upragnionych, dręczy kobietę do rana;
Przed świtem bladym, tuż przed jego wściekłym brzaskiem,
Przed gwiazdy dziennej wschodem, gdy mgła opada z trzaskiem,
Gdy gaśnie światło ekranu, to niebiesko-zimne, to jarzeniowe,
Wtedy to parzą wrzące myśli, kiedy już czas złożyć głowę.
Raz pod ostry szafot, to znów na miękkim poduszki puchu,
I poczuć rój owadzich skrzydeł, głęboko w swym brzuchu.
Uśpić swą czujność, wodze fantazji w końcu poluzować …
I jak skrzydlaty koń-Pegaz, na myślach kobiet szybować:
Czy on jest szarmancki? Czy wręcz złośliwcem się jawi?
Czy odziany w kolor cynizmu, pulę intelektualistek zbawi?
Czy zapach tajemnicy, z nutą ubiegłego stulecia zmieszany,
Pozwoli mu unieść w ramionach tańca, najmądrzejsze damy?
Tyle pytań, toczących walkę o to, by były zadane.
Tyle pięknych umysłów proszących: chcemy być zbadane!
Chcąc zaspokoić te skryte myśli, to, co innych tak dusi.
Czasem spręża się w sobie i zwiera, gentelmanem być musi!
Pomiędzy słów jawą, a sennym ich wyobrażeniem,
Pozostaje dla wielu, ich wirtualnym marzeniem…



















Koniec. Koniec z wysyłaniem swoich zdjęć w sieci. Widzę, że nawet Charmee nie warto było przesyłać swojej fotki, bo ją upubliczniła. Nie uszanowała prywatności.
Limeryk gładki, nie przeczę – połechtał moją próżność i miłość własną. Rock progresywny, psychodelizm…wstrzelono się w mój gust muzyczny; Charmee, trafiłaś w sedno tarczy.
Pozdrawiam niedzielnie, dzień dobry.
To nie ja byłam Ewą /faja/…
A co tu tak nieśmiało jest, co? Bo Dep nosi jedwabne piżamy?
Poltergeist , pidżama faktycznie nietuzinkowa, za to aksamitne obicie kanapy to jednak obciach.
I te kapciuszki… No cudnie…
Dokładnie, jak opowiadał o sobie, cały Dep, cały On…
Ale tużurkę mam gustowną, skromną, bez aplikacjji, z uroczą lamówką na brzeżku… Doceńcie.
I ani jednego włoska na torsie. Nawet na podbrzuszu… Depilujesz, czy po prostu tak masz?
Ja to nie wiem, jak to jest z tą nomenklaturą u Was, Dep… Na zwykłe korytko dla świń mówicie “toaletka” /szaflik/… A na bĄżurkę – tużurka… Dziwne…
/faja/
Wiedziałem, że pytanie to padnie, nie byłabyś kobietą, Charmee, gdybyś nie skupiła się na cielesności… Zamiast poobcować z duchowością, jaka wali z mojej podobizny, koncentrujesz się na błahostkach.
Trochę niepokojąca w wymowie jest ta ciemna plama, burząca harmonię kropek, na lewym udzie.
(do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak wysoko umieściłem sobie laptopa… musiałem być na Geriatrii)
Jestem wzrokowcem. I zwracam uwagę na takie “błahostki” ;P
Wyglądasz, jakbyś zaliczył odlot, Dep. Odlot z laptopem w tle…
/faja/
Haniu, to gra świateł, zapewniam, że to nic z rzeczy, o jakich myślisz.
No, ja też myślałam, że coś Ci skapło…
Robi się obscenicznie, wracam do nieobgadywania siebie samego…
To co, pod Charm teraz? /zabrzmiało dwuznacznie…/
Jeszcze jeden szczegół przykuł moją uwagę.
Ten marmurowy blacik, na którym wsparte są stopy o niewątpliwie zgrabnych kostkach nie jest aby katafalkiem?
Zapytam wprost, Dep, jesteś gospodarzem domu pogrzebowego?
Yhy /faja/… Fajnie zabrzmiało…
Haniu, dlaczego wprowadzasz funeralny nastrój, też mnie chcesz grzebać żywcem, jak nie przymierzając, Charmee?…
:>
Ja Cię bardzo proszę, Dep, o nieporównywanie mnie do kochanej Hani. Moja wrażliwa psychika może tego nie wytrzymać…
Pomiędzy byciem gospodarzem a użytkownikiem, jest jednak zasadnicza różnica, prawda?
To tylko kwestia czasu, Haniu, tylko kwestia czasu…
Nie wywołuj wilka z lasu , Dep, bo przywołasz rozedrganą psychicznie traktorzystkę.
To pozdrawiam gospodarza , życzę zdrowia i świetnie prosperującego interesu.
Do widzenia wszystkim.
Żegnaj, Haniu :*
Bardzo miła ta Hania… tylko dlaczego robi ze mnie grabarza na siłę? Wiem, że to dobra profesja i partia dla kobiety, ale kto powiedział, że dam się jej uwieść?..
Również piszę wiersze. Ten o szaszłyku napisałem ostatnio. Prosiłbym was, jak już przeczytacie, żebyście mi powiedzieli, czy podoba się wam mój wiersz.
“Szaszłyk”
Zjadłbym dzisiaj, ach, szaszłyka
Lecz mi szaszłyk wciąż umyka
A więc sobie tylko poszczę
Ale także się i złoszczę
Cudo
Cudo, uważam, że wiersz jest znośny, całkiem zgrabny o wymowie egzystencjonalnej. Głębszej analizy dokonam, kiedy się z nim bardziej oswoję.
Napisałem go na feriach, jak byłem u cioci na śląsku. To mój ulubiony wiersz. Zobaczyłem, że jesteś poetką, dlatego chciałem się nim podzielić z Tobą i poznać Twoją opinię. Dziękuję za szczerość i pozdrawiam.
Ja poeta, ja łachmyta /faja/…
02.01.2010 Chorzów, przed obiedam
(to do mojego wiersza – wcześniej zapomniałem napisać)
Dobrze, że zostało dopisane. Najważniejsze, że przed obiadem, bo z treści wiersza nie wynika, przed którym to było posiłkiem. A to jednak wiadomość kluczowa. Topos szaszłyka.
Dobrywieczór!
Ja przeszkadzał nie będę, wszak rozmowa dotyczy Poezji…
Ja tylko w sprawie tego obiadu, w Chorzowie.
Chcialbym sie dowiedzieć, co konkretnie było na obiad.
No, i czy w ogóle doszedł do skutku…
Mniemam, że nie był to szaszłyk…
Pewne znaczenie może mieć, że dzieło przyszło na świat w okolicach Sylwestra i Nowego Roku.
Tak wynika z daty umieszczonej tam przez Autora.
“02.01.2010 Chorzów”
Czyli mógł to być bigos. Z resztek noworoczno – świątecznych. Albo fasolka po bretońsku…
No i muszę pójść do kuchni po coś do jedzenia :/
Dobry wieczór
Weź coś do picia, przy okazji :>
Jasssne, mam wodę mineralną, nic więcej dziś nie mogę bo nad Projektem siedzę ;(
W sumie dobrze. Bo ja muszę wstać do pracy niedługo :]
Mhm, jutro znowu do pracy.. jak ja się cieszę ;( i spotkania kolejne i narady.. nie ma czasu popracować :/ Uwielbiam
Ha! Pomyliłam się. To dopiero jedenasta…Mam godzinę do przodu ;P
chyba się ze mnie nabijacie zejdźcie ze mnie
ciekawe czy w szkole też jesteście tacy hop do przodu
a wiesz co ci powiem żadna z ciebie poetka wcale mi się twój wiersz nie podoba ty nawet nie wiesz co piszesz
“chyba się ze mnie nabijacie zejdźcie ”
Nie! Niiee!
Nigdy byśmy tego nie zrobili!
A charmee to już na pewno nie!
Napłynęły mi łzy do oczu…
Ja też się prawie rozpłakałam… On mi dał kosza? /mur/
hihihhi wy hop do przodu
było duszę artysty urazić?
toż to cudo
ta tuba to najlepsza muzyka na tym blogu.
Wielka Zofia jest pod wrażeniem.
Do spania! Sio!
Ileż można spać, ja się pytam…
Adobrywieczór!
Mła potrafi i szesnaście godzin…
Zwłaszcza jak pada śnieg i wieje wiatr…
Mła też by potrafiła… Ale ostatnio chronicznie niedosypia…
No i każdy po tubie…